Laminowanie włosów MARION

Witajcie :)

Dziś postanowiłam w końcu wypróbować laminowanie, jakie proponuje nam firma Marion. Generalnie domowe laminowanie (żelatyna+woda+maska) służy mi, ale chciałam spróbować czegoś nowego ;)
DSC09330
Skład możecie zobaczyć na zdjęciu:
DSC09333A w nim: najważniejszy składnik – czyli żelatyna na trzecim miejscu, czyli wysoko. Jest też olej ze słodkich migdałów, proteiny zbożowe, za nimi ciężki silikon zmywalny tylko szamponem z SLS (trimethylsilylamodimethicone), słabsze silikony, hydrolizowana keratyna i po zapachu śladowe ilości innych składników. Nie ma na szczęście nic bardzo „złego” ;)

Kosmetyk jest gęsty, nie miałam problemów z jego nałożeniem, jedyne co mi przeszkadzało to zapach. Nie wiem czemu, ale kompletnie mi nie pasował :D Nie jest wyczuwalny po umyciu włosów :) Natrafiłam na niego w Naturze i zapłaciłam ok. 3 zł ;)

Przed myciem nie nakładałam oleju, bo chciałam zobaczyć jaki efekt da samo laminowanie (poza tym w składzie kosmetyku znajduje się olej, co ma ograniczyć efekt puchu- u mnie niewypał i o tym niżej).

Umyłam włosy szamponem Alterra i na wilgotne włosy nałożyłam zawartość jednej saszetki kosmetyku zgodnie z instrukcją. Po 10 minutach zmyłam i nie nakładałam już żadnej odżywki, jedynie końce potraktowałam silikonowym serum.

Włosy były śliskie. Ale po wytarciu ręcznikiem stały się lekko szorstkie. Wyczesałam je delikatnie biedronkowym TT (sprawdza się świetnie!) i pozostawiłam do wyschnięcia naturalnie na powietrzu. Nie użyłam suszarki ani prostownicy, nie wymodelowałam na okrągłej szczotce, bo nie zależało mi na efekcie prostych włosów ;)

Laminowanie miało lekko rozluźnić skręt, uzupełnić ubytki we włosie i zabezpieczyć je powłoczką. Już podczas schnięcia zauważyłam puszenie!
DSC09343Na zdjęciach jednak tego nie widać, jednak włosy naprawdę były spuszone. Przeproteinowanie? Nie wiem sama. W prawdzie jakiś czas temu (najgorsze jest to, że nie pamiętam dokładnie kiedy :( ) nakładałam maskę z żółtka, ale moje włosy nigdy nie zareagowały na laminowanie domowe takim puchem. Może jednak skład im nie podpasował?

Prawie suche po lewej, całkowicie suche po prawej:
DSC09345

DSC09348

 

 

 

 

 

 

 
Tu chyba lepiej widać puszek, zwłaszcza w połowie pasm. Jakoś końce pozostały ładnie skręcone, widocznie same końcówki potrzebowały laminowania, a już pasma powyżej nie :D Jedynie co mi się spodobało to jeszcze większa objętość niż zawsze – ale to sprawka napuszenia ;) Coś za coś :P

Nie mniej jednak zrobię drugie podejście do tego laminowania, ale odczekam jakieś 3 tygodnie, żeby nie mieć powtórki :D

Pozdrawiam serdecznie,
hairandstyle

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.