Podsumowanie akcji Wakacyjne Zapuszczanie Włosów

Witajcie :)

Dziś 1 września i zgodnie z umową jest to dzień podsumowania tytułowej akcji włosowej, ogłoszonej przez autorkę bloga http://piekna-dla-siebie.blogspot.com/
Zapraszam do moich wniosków :)

Plan pielęgnacji znajduje się w TYM wpisie.

Teraz czas na podsumowanie :D

Szampony: tak jak zamierzyłam na początku akcji, oczyszczałam włosy mocniejszym szamponem, ale nie raz na dwa tyg tylko raz na trzy tyg :)

Odżywki i maski: udało mi się po każdym myciu (co dwa/trzy dni) używać maski albo odżywki. Maską, którą najczęściej stosowałam była aloesowa maska Natur Vital, która jednak puszyła włosy, a po dodaniu jakiegoś olejku, włosy stawały się przyklapnięte i wręcz sklejone, mimo dokładnego zmycia. Parę razy nakładałam też maskę Łaźnia Agafii, która ku mojemu zdziwieniu zaczęła puszyć włosy (wcześniej nigdy tego nie było) i przy każdej próbie było to samo – podejrzewam, że winę za to ponoszą proteiny dosyć wysoko w składzie, których moje włosy przestały potrzebować w dużych ilościach, co wywnioskowałam po eksperymencie z laminowaniem oraz maseczką z żółtka. Jedyną użytą odżywką była Nivea Long Repair – tak, w planie była wersja Intense, jednak tą oddałam siostrze ;) Nivea też puszyła, ale tylko końcówki, co było do okiełznania ;) Niestety, nie udało mi się wykorzystać maseczki z siemienia ani z drożdży :(

Oleje: wykończyłam szybko olej ze słodkich migdałów i rozpoczęłam olej Sesa. Wiązałam z nim duże nadzieje, w związku z tym, że chyba wszystkim osobom, które go używały, przyspieszył porost… a mnie nie :( Postanowiłam wykończyć go równie szybko, rozkładając go też na włosach. Niedawno rozpoczęłam stosowanie oleju lnianego.

Płukanki: żadna z wymienionych ! ;( Raz zrobiłam płukankę octową, której efekty bardzo mnie zadowoliły, jednak jej nie powtórzyłam – nie wiem czemu :D

Wcierka: zgodnie z planem codziennie wcierałam w skórę głowy napar z kozieradki. Nasiona się skończyły, nie miałam ich gdzie dostać i w sumie nie chciałam. Nie zauważyłam spektakularnych efektów, o których pisały dziewczyny. Nie było 3 cm w miesiąc, żadnych baby hair, jedynie co pozostawiała po sobie kozieradka to nieznośny zapach rosołu, który zaczął mi już doskwierać :P Niedawno rozpoczęłam kurację Seboradinem Niger, który kiedyś dał mi bardzo zadowalający i do tego widoczny przyrost, mam nadzieję, że tym razem historia się powtórzy :D Mam zamiar kontynuować wcieranie Seboradinu przez cały wrzesień. Dlaczego Seboradin? Jak już wspomniałam, kiedyś dał fajny efekt, a poza tym mój skalp jest chyba na tyle oporny na wzrost, że potrzebuje cięższej artylerii w postaci alkoholu :D

Suplementacja: przez lipiec TAK, przez sierpień już NIE :( Łykałam Silicę (w sumie to zaczęłam jeszcze sporo przed akcją), nie satysfakcjonowała mnie, więc przerzuciłam się na tabletki dołączone do biedronkowego TT, które wydawały mi się bardziej ‚napakowane’ :D W sierpniu były wakacyjne wyjazdy i systematyczna suplementacja zeszła na dalszy plan.. cóż wakacje :D

Inne: 
- zdrowa dieta TAK
- dodawanie do szamponu soku z aloesu TAK, CO DRUGIE MYCIE
- ochrona włosów przed słońcem – olej z kiełków pszenicy TAK
- codzienny masaż TAK, RAZ DZIENNIE (pominęłam może tydzień :D)
- częstsze upinanie TAK, ZWŁASZCZA NA WIETRZE I SŁOŃCU
- pofarbowanie włosów henną NIE :(

Teraz najważniejsze, PRZYROST:  3 cm w ciągu dwóch miesięcy – słabo :( Wychodzi po 1,5 cm na miesiąc. Szczerze, liczyłam na coś więcej ;) Wydaje mi się, że mój standardowy przyrost to 1 cm, ale to jeszcze muszę udowodnić pomiarami :D Startowałam z długością 57 cm, teraz moja długość to 60 cm (72 cm od linii przy czole – 12 cm przedziałka).

STAN WŁOSÓW PO AKCJI: ciężko to ocenić, bo myślę, że niezbyt dobrze dobrałam produkty do potrzeb włosów, zwłaszcza maski, które ewidentnie mi nie posłużyły, ale nie mogłam całych opakowań po prostu wyrzucić. Próbowałam mieszać, łączyć, tuningować, czasem z lepszym, czasem z gorszym skutkiem. Włosy nie stały się specjalnie błyszczące, lejące i gładziutkie. Nie widzę poprawy w ogólnym nawilżeniu :( Za to na pewno poprawę widać w końcach, które ewidentnie stały się mniej suche = duże osiągnięcie :)  Wydaje mi się też, że włosy nabrały ładnej objętości :) Najbardziej szkoda mi słabego przyrostu, bo czytając efekty dziewczyn, które po kozieradce uzyskały 2,5 – 3 cm W MIESIĄC to dla mnie nieosiągalne ;) Mój skalp jest baaaaaardzo ociężały i powolny :P Tak samo zawiódł mnie olejek Sesa i kiedyś Heenara i Amla. Zauważyłam, że to co służy większej większości (:D) u mnie działa zupełnie odwrotnie :P Może powinnam testować to, co inni uznają jako buble? :D Reasumując, kiepskie efekty tej dwumiesięcznej walki o przyrost i ogólną poprawę kondycji włosów to wina źle dobranych kosmetyków :( Moje włosy liczyły chyba na coś innego. Ciągle mam zagadkę :D Albo po prostu potrzebują więcej czasu na naprawę tych wszystkich zniszczeń, a że są kręcone, tym będzie mi trudniej je zniwelować. Przygotuję jeszcze plan pielęgnacji na wrzesień wprowadzając małe zmiany, zobaczymy czy to przyniesie jakiś pozytywny dla mnie efekt :)

Jeszcze zdjęcie przedstawiające stan moich włosów na koniec włosowej akcji wakacyjnego zapuszczania:

2 lipca

2 lipca

1 września

1 września

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obydwa zdjęcia po wieczornym myciu i nocy w warkoczyku, aby w miarę dokładnie porównać efekt.

Pozdrawiam serdecznie,
hairandstyle

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.